You are hereWincentówka czyli Folwark
Wincentówka czyli Folwark
WINCENTÓWKA CZYLI FOLWARK
...A na Wincentówce (tak nazywano
Folwark Dwernickich Panów)
Był spichlerz i obora, i stodoła,
Osiem domów i ludzi gromada wesoła.
Od rana do wieczora u Pana pracowali,
Po pięćdziesiąt groszy za dniówkę dostawali.
Oj nie było, nie było rozkoszy,
Bo do chleba było trzeba dołożyć pięć groszy.
Cukru też nie kupowało się wiele,
Dwanaście deko tylko na niedzielę.
Na kilogram trzeba było dwa dni pracować,
Lepiej więc było go nie kupować
Dziś z Wincentówki nie ma ani śladu,
Jeden dom pusty, z tamtych trochę sadu...
Nie ma już tamtych sadów. Może trochę. Gdzieś między świerkami, modrzewiami a niezwykle wybujałymi pokrzywami, lecz dojrzy je tylko wprawne oko. Dom już ledwie stoi. Sad przy nim wygląda całkiem nieźle. Ale wejść do tego sadu trochę strach. Przerastające człowieka trawy i pokrzywy nie zapraszają.
Pomimo, iż położona w znacznej odległości, bo jak podaje "Zarys monograficzny Temeszowa", autorstwa Heleny Komorowskiej i Stanisława Czopora, "oddalona od środka wsi o 1570 metrów liczonych w linii prostej" i stanowiąca najwyżej położoną, (około 450 metrów nad poziom morza) zamieszkałą część wsi, stanowiła jej integralną część. Nazwa Wincentówka pochodzi od imienia jednego z właścicieli Temeszowa-Wincentego Dwernickiego. Domy Wincentówki to były trzy ostatnie numery Temeszowa, czyli 89, 90 i 91. Osada nie była spalona w maju 1946. Jednak jej mieszkańcy swoją tragiczną kartę zapisali już wcześniej, bo 30 grudnia 1942r. W tym dniu za ukrywanie partyzantów gestapo zgładziło całą rodzinę Pelczarskich. Rozstrzelano Helenę i Tomasza oraz ich dwóch synów: 14-letniego Romana i 12-letniego Antoniego. Tak podają niektóre źródła, jednak prawda jest nieco inna. Antoni był bratem Tomasza i jego śmierć była przypadkowa (choć czy właściwe jest użycie w tym kontekście słowa przypadek?). Zginął, ponieważ znalazł się w niewłaściwym czasie, w niewłaściwym miejscu, czyli u brata. Również przypadkiem (raczej cudem) ocalała córeczka Pelczarskich - Genowefa, która w tym czasie przebywała u rodziny w Krzemiennej i nie chciała wrócić do domu. Genowefa żyje i jest siostrą Adrianą. Zdjęcie siostry Adriany w naszej galerii. Dziś mało kto o tym wszystkim wie i pamięta a mi opowiedział tę tragiczną historię Stanisław Milczanowski
Jak podaje "Słownik geograficzny Królestwa polskiego i innych krajów słowiańskich"- "Temeszów z osadą Wincentówka to wieś w powiecie brzozowskim na lewym brzegu Sanu.[...]
Wzniesienie wsi nad poziom morza wynosi 304 m, jednak teren podnosi się ku południowi koło osady Wincentówki do 453 m.Z tej strony otacza osadę las".
Usytuowana na górze, w otoczeniu lasów i pól, oczom przypadkowych osób przedstawiała się bardzo malowniczo. Jednak jej mieszkańcy łatwo i prosto nie mieli nigdy. Jak wspomina w swoim wierszu Pani Urszula Skrabalak "...oj nie było, nie było rozkoszy...". Ani za czasów Dwernickich, ani w czasach powojennych. Wiersz mówi o ośmiu domach, stodole, oborze i spichlerzu. Chodzi tu raczej o czasy przedwojenne. Wincentówka a właściwie po wojnie Folwark, to w pamięci mieszkańców trzy gospodarstwa: Klimowiczów, Mazurów i Niemców.
Stamtąd wszędzie było daleko. Daleko do szkoły, do sklepu, do kościoła, do przystanku autobusowego, do wsi, do lekarza. Mieszkańcy wszystkie odległości do wymienionych miejsc przebywali pieszo. Sprawa prosta-osada położona na górze, zejść było łatwiej, gorzej z powrotem. Zwłaszcza osobom starszym, schorowanym. Tych właściwie nie widywało się we wsi.
Na Folwarku nigdy nie było prądu. Trudno to sobie wyobrazić, ale mieszkańcy musieli żyć bez tego wszystkiego, co dziś wydaje nam się niezbędne, powszechnie dostępne i oczywiste. Za przykład niech posłuży wykonanie najprostszej czynności:-prania. A przy gromadce dzieci?
Radził sobie jak mógł, z problemem braku elektryczności Pan Rudolf. Budował własnego pomysłu "elektrownię", używał akumulatorów, czy jakiegoś innego sprzętu. Jednak proste to nie było. Innym problemem dla mieszkańców Folwarku były zimy. Nie takie jak dziś, w ocieplonym klimacie, ale normalne, śnieżne i mroźne.
Piękne otoczenie w żaden sposób nie rekompensowało trudów życia w tym przysiółku.
Wszystko to powodowało, że pragnieniem mieszkańców było "zejść na dół", do wioski.
I pragnienie to zrealizowali. Klimowicze sprowadzili się do Temeszowa. Pan Rudolf z żoną osiedlił się w Krzemiennej. Ostatnia przedstawicielka rodziny Niemiec zmarła na Folwarku. Młodzi uciekali stamtąd, kiedy tylko nadarzała się okazja. I taki był koniec osady Wincentówka.
... Dziś z Wincentówki nie ma ani śladu,
Jeden dom pusty, z tamtych trochę sadu...